Coraz chudsze modelki, gwiazdy kina i muzyki są często inspiracją dla nastolatek, które chcą wyglądać tak jak ich idole. W dobie lansowanej przez media mody na smukłą sylwetkę zaburzenia odżywiania stają się coraz bardziej powszechnym schorzeniem, zwłaszcza wśród młodzieży.

Zaburzenia odżywiania
Termin zaburzenia odżywiania obejmuje dwa ważne i wyraźnie wyodrębnione zespoły: jadłowstręt psychiczny (anorexia nervosa) i żarłoczność psychiczną (bulimia nervosa) – mówi psycholog Anna Zawadzka – Liczba internetowych stron poświęconych ekstremalnemu odchudzaniu rośnie bardzo szybko. W rezultacie zdarza się, że nastolatki traktują je nie jako chorobę, ale pewną życiową filozofię związaną ze „świadomym” wyborem stylu życia, sposobem na schudnięcie i tym samym uzyskanie perfekcji, szczęścia i podziwu innych ludzi. Niewątpliwie dla osoby zdrowej zrozumienie anoreksji jest trudne. Otoczenie chorego często, zwłaszcza w początkowej fazie choroby, uznaje niepokojące praktyki żywieniowe za fanaberie młodzieży. Tymczasem niejedzenie i inne typowe dla anoreksji zachowania to coś więcej niż tylko chęć schudnięcia. Zaburzenie to ma dużo bardziej skomplikowaną naturę. W przebiegu anoreksji dochodzi nie tylko do znaczących zmian w organizmie, ale także w psychice chorej osoby. Leczenie jest trudne i długie. Wymaga ogromnej pracy ze strony osoby chorej i jej najbliższych. Mamy tu do czynienia z tzw. błędnym kołem - z jednej strony jedzenie, które stanowi o życiu i zdrowiu chorej czy też chorego, z drugiej choroba, która nie pozwala jeść.

Mity związane z chorobą
Z pewnością leczenia nie ułatwia fakt, że wokół anoreksji wyrosło wiele mitów, które często podtrzymywane są przez otoczenie jak również same osoby chore, aby zaprzeczać występowaniu choroby. Jednym z takich przeświadczeń jest mit, że na anoreksję chorują tylko kobiety. Fakt, jadłowstręt psychiczny pojawia się najczęściej u dziewcząt w okresie pokwitania i u młodych kobiet. Znacznie rzadziej, ale zapadają na niego jednak także chłopcy przed okresem dojrzałości i młodzi mężczyźni. Zdarza się też u dzieci zbliżających się do okresu pokwitania i u dojrzałych kobiet aż do okresu menopauzy. Statystycznie większość zachorowań na anoreksję przypada między 11 a 19 rokiem życia, ale chorują także starsi, a coraz powszechniejsze stają się zaburzenia odżywiania u dzieci poniżej 10 roku życia. Nastolatki są najbardziej narażone na zachorowanie głównie ze względu na zachodzące w czasie dojrzewania zmiany fizyczne i emocjonalne, powodujące wzmożone uczucie niepewności co do własnej osoby. Powszechny jest również pogląd, że anoreksja to fanaberia nastolatek z bogatych domów. Kilkadziesiąt lat temu zdecydowana większość przypadków anoreksji dotyczyła osób pochodzących z zamożnych rodzin, jednak obecnie notuje się taką samą liczbę przypadków wśród osób z domów średnio zamożnych lub nawet biednych.


Czym jest anoreksja?
Anoreksja, czyli jadłowstręt psychiczny, jest zaburzeniem charakteryzującym się celową utratą wagi wywoływaną i/lub podtrzymywaną przez pacjenta. Osoba chora odczuwa silny lęk przed przytyciem i dąży do uzyskania możliwie niskiej wagi. Aby ten cel zrealizować stosuje głodówki, czasem środki przeczyszczające, intensywnie ćwiczy. Konsekwencją takiego postępowania jest znaczna utrata masy ciała, z którą wiążą się dalsze problemy zdrowotne. Drastyczne odchudzanie się jest najbardziej widocznym elementem choroby. Organizm przystosowuje się do obniżonej ilości otrzymywanych składników odżywczych i odwodnienia, uruchamiając rezerwy i zwalniając procesy metaboliczne, czego oznaką może być m.in. utrata tkanki tłuszczowej oraz zmniejszenie masy mięśniowej, obniżenie poziomu hormonów tarczycy, spadek temperatury ciała poniżej 36 st. C, zmniejszenie częstości oddechu, zmniejszenie masy mięśnia sercowego oraz zwolnienie rytmu serca poniżej 60 uderzeń na minutę, obniżone ciśnienie krwi, które może powodować omdlenia i zawroty głowy, wzrost poziomu cholesterolu. Ponadto w wyniku niedoboru minerałów następuje osłabienie kości, zębów i dziąseł. Występuje także zatrzymanie cyklu miesiączkowego oraz zaburzenia motoryki i opróżniania żołądka (bóle brzucha, wzdęcia i zaparcia), kruchość/łamliwość, a następnie wypadanie włosów, wysuszenie i zmniejszenie elastyczności skóry, jako następstwo hipotermii ciało pokrywa się meszkiem. Dochodzi także do osłabienia układu immunologicznego odpowiedzialnego za odporność.

Choroba duszy
W efekcie długotrwałej choroby następuje ogólne wyniszczenie organizmu, jednak anoreksja wywiera katastrofalny wpływ nie tylko na ciało, ale także umysł. Osoba chora nie przyjmuje do wiadomości, że głodząc się pogarsza swój stan. Nie dostrzega tego, co jej otoczenie. Kiedy spogląda w lustro, nie widzi wychudzonego ciała, wystających żeber, tylko grubasa, którym często nigdy nie była. Istotą anoreksji jest próba uzyskania kontroli nad swoim ciałem i tym samym swoim życiem. Daje to również pole do rywalizacji i pokazania innym swojej siły, wytrzymałości oraz zamaskowania niskiej samooceny. Osoby chore koncentrują całe swoje życie wokół niejedzenia. W ten sposób uzyskują złudne poczucie kontroli i wewnętrznej siły, co na początku może wywoływać euforię. Wraz z postępującym wyniszczeniem organizmu, chorzy doświadczają rozdrażnienia, a następnie apatii. Stan ten może przejść w depresję prowadzącą do myśli samobójczych i próby ich realizacji. Leczenie komplikuje fakt, że osoby cierpiące na anoreksję bardzo często zaprzeczają, że są chore i nie chcą się leczyć.

Leczenie
Na anoreksję nie ma specyficznych leków. Jej leczenie to bardzo długotrwały proces, którego powodzenie zależy przede wszystkim od pracy i woli samego chorego. Z powodu braku jednoznacznych czynników wywołujących zachorowanie, brak jest możliwości leczenia przyczynowego. Ważny także jest czas, jaki upłynie od momentu zachorowania do wdrożenia leczenia. Główne cele w leczeniu anoreksji to przywrócenie normalnej masy ciała, a także leczenie ewentualnych fizycznych następstw długotrwałego niedożywienia oraz problemów psychicznych związanych z zaburzonym postrzeganiem jedzenia, jak również wyeliminowanie towarzyszących temu zachowań i myśli. Osoba chora, aby jeść musi m.in. przezwyciężyć negatywne emocje związane ze wstrętem do jedzenia i lękiem przed przytyciem. Zdania co do tego, gdzie powinno się odbywać leczenie osób chorych na anoreksję tj. w szpitalu czy poradni, są podzielone. Organizm wyniszczony długotrwałą głodówką często nie może czekać na efekty długoterminowej terapii. Gdy wychudzenie jest na tyle poważne, że prowadzi do groźnych dla życia stanów, istnieje potrzeba rozpoczęcia leczenia w szpitalu. Gdy stan zdrowia spowodowany anoreksją nie zagraża życiu chorego, leczenie może przebiegać ambulatoryjnie. Składa się wtedy na nie: konsultacja psychiatryczna, psychoterapia indywidualna, psychoterapia rodzinna (szczególnie cenna i ważna w przypadku terapii osób niepełnoletnich, ponieważ pomaga poprawić relacje w rodzinie i zrozumieć rodzicom chorobę ich dzieci oraz tłumaczy, jak mogą im pomóc i je wspierać), leczenie farmakologiczne powikłań anoreksji, a także dietetyczne ustalenie zdrowych wzorców jedzenia oraz zdrowego sposobu przybierania na wadze. Osoba chora na anoreksję ma do przebycia długą drogę w kierunku akceptacji własnej osoby. Zadaniem najbliższego otoczenia jest wspieranie chorego, a specjalistów pomoc w zrozumieniu choroby, swoich emocji i nauczeniu się radzenia sobie z nimi.

Historia Ady

Tak naprawdę sama do końca nie rozumiem,
jak to się stało, że zachorowałam – mówi 23-letnia dziś Ada
- Na początku chciałam po prostu trochę schudnąć.


Zawsze byłam szczupła, ale podczas wakacji przed pierwszym rokiem studiów nieoczekiwanie przytyłam prawie osiem kilogramów. Miałam dużo wolnego czasu, pracowałam dorywczo w sklepie, gdzie klienci trafiali się okazjonalnie i chyba nieraz podjadałam po prostu z nudów. Poza tym do tej pory nigdy nie musiałam sobie niczego odmawiać, moja waga praktycznie stała w miejscu, chociaż zawsze bardzo lubiłam słodycze i bynajmniej nie dietetyczną kuchnię mojej mamy i babci. Dlatego uważałam, że muszę mieć dobrą przemianę materii i mogę bezkarnie jeść, na co tylko mam ochotę, o dowolnej porze dnia i nocy. A tu – niespodzianka. Jeśli ktoś uważa, że osiem kilo nie brzmi aż tak źle, niech weźmie do ręki osiem kilo ziemniaków… a jeszcze przy moim niskim wzroście i drobnych kościach zmiana naprawdę rzucała się w oczy. Nagle nie mogłam dopiąć ulubionych dżinsów, od babci usłyszałam, że zrobiłam się „apetyczna”, a od dawno niewidzianej koleżanki, że „wow, ładnie się zaokrągliłam”.

Nie chciałam być apetyczna
ani ładnie zaokrąglona,
chciałam znów być taka szczupła jak kiedyś.
I tak się zaczęło.


Radość z wyrzeczeń
Najpierw starałam się po prostu odstawić słodycze, chipsy i inne niezdrowe przekąski oraz zrezygnować z wieczornego i nocnego podjadania. Efekt był minimalny, a moja złość na to, że tak się zapuściłam, coraz większa. Zaczęłam ograniczać również zwyczajne posiłki i stosować się do kilku wyczytanych gdzieś w Internecie porad, na przykład żeby zawsze wstawać od stołu z uczuciem lekkiego głodu. Narzuciłam sobie chodzenie wszędzie pieszo i gimnastykowanie się po każdym posiłku.  Kupiłam herbaty odchudzające. I w końcu coś tam drgnęło. Kiedy zobaczyłam pierwszy mały sukces w postaci jednego kilograma mniej, wpadłam w taką radość, że nagle ta cała dieta i wysiłek fizyczny zaczęły mi sprawiać przyjemność. Podobnie jak uczucie pustki w żołądku. Polubiłam te dowody mojego samozaparcia i siły. Podobało mi się, gdy wieczorem oglądałam film z siostrą albo przyjaciółką i poprzestawałam na butelce wody mineralnej i ryżowych wafelkach, podczas gdy one chrupały chipsy i zapijały je colą. Przepełniało mnie poczucie wyższości i dumy. Zaczęłam naprawdę chudnąć. Problem w tym, że w końcu nie umiałam przestać.

Nie zadowolił mnie powrót do dawnej wagi.
Chciałam więcej.
I więcej. I więcej...


W pułapce
Nie zauważyłam, kiedy myśli o jedzeniu czy też jego braku zdominowały całe moje życie. Tak bardzo się cieszyłam, że chudnę i tak bardzo bałam się to zaprzepaścić, że w końcu zaczęłam obsesyjnie liczyć każdy kęs. Miałam wrażenie, że wystarczy jeden za dużo i wszystko, co osiągnęłam, przepadnie. Chore, wiem, ale tak to niestety działa. Ważyłam się po kilkanaście razy dziennie. Niewolniczo trzymałam się swoich zasad – jeśli od ostatniego posiłku nie minęły co najmniej trzy godziny, nie było mowy, żebym coś przełknęła. Spotkania ze znajomymi organizowałam w ten sposób, żeby nawet, gdybym musiała coś zjeść, na pewno było to trzy godziny po moim ostatnim posiłku. I tak zazwyczaj zasłaniałam się problemami z żołądkiem albo mówiłam, że przyszłam prosto po obiedzie. Panikowałam, kiedy okoliczności zmuszały mnie do zjedzenia czegoś poza programem. Z żelazną konsekwencją nie jadłam nic po godzinie 18, chociaż potem w nocy z głodu nie mogłam spać. Po każdym rodzinnym obiedzie czy kolacji długi spacer albo godzina gimnastyki. Do perfekcji opanowałam takie zachowanie przy stole, żeby wszyscy, patrząc na mój wypełniony po brzegi talerz, mieli wrażenie, że jem, podczas gdy bez końca memłałam w ustach jakieś skrawki warzyw.

Jestem chora
Mogę powiedzieć dokładnie, kiedy wreszcie dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Nie, nie wtedy, kiedy dla odmiany od „wow, ładnie się zaokrągliłaś”, słyszałam: „o mój Boże, jak ty schudłaś”! Nie wtedy, gdy rodzina i znajomi zaczęli mi mówić, że przeginam z tą całą dietą. To wydarzyło się w moje urodziny. Młodsza siostra zrobiła dla mnie przepiękny, czekoladowy tort i czekała z nim, aż wrócę z zajęć na uczelni. Taka niespodzianka, a mnie aż zemdliło ze strachu, bo raz, że ostatni posiłek – mus jabłkowy – zjadłam zaledwie półtorej godziny temu, a dwa – toż to jakaś nieprawdopodobna ilość kalorii, przez którą znów zrobię się „apetyczna”! Długo marudziłam w łazience, żeby zyskać na czasie, ale w końcu musiałam wyjść. Rodzina czekała na mnie w pokoju. Oprócz tortu była też popisowa, ziemniaczana zapiekanka babci oraz kilka innych moich ulubionych niegdyś potraw. Zdmuchnęłam świeczki i usiadłam do stołu z paniką w sercu i ściśniętym żołądkiem. Wszyscy się śmiali, nakładając sobie jedzenie. A ja nagle poczułam, że zaraz wybuchnę płaczem. Było tak miło, tak domowo. I tak bardzo zapragnęłam móc tak jak oni i jak ja sama kiedyś po prostu nałożyć sobie na talerz porcję zapiekanki i zjeść. Co się ze mną stało? Do tej pory wydawało mi się, że wreszcie całkowicie panuję nad swoim życiem, a tymczasem nie mogłam przełknąć plasterka ziemniaka bez katowania się obsesyjnymi myślami. Czy naprawdę wierzyłam, że przez jeden porządny, kaloryczny posiłek od razu przybędzie mi 10 kilogramów? Poważnie tak myślałam? Gdzie tu siła, gdzie kontrola? To jedzenie kontrolowało mnie. To ja byłam jego niewolnikiem. Jakoś wmusiłam w siebie mikroskopijne porcje tych przysmaków, okupione oczywiście podwójną porcją herbaty odchudzającej i dwugodzinną gimnastyką. Za to wieczorem poszłam do siostry i szlochając powiedziałam jej szczerze, co się ze mną dzieje. Była przerażona, nie zdawała sobie sprawy, że jest aż tak źle.

Widocznie dobrze się kamuflowałam…
Siostra powiedziała wszystko naszej mamie, która również się przeraziła i zaraz następnego dnia umówiła mnie na wizytę do psychologa. Na szczęście pani doktor przypadła mi do gustu i dosyć szybko nawiązałyśmy nić porozumienia. Było potwornie ciężko, ale powoli, małymi krokami udało mi się osiągnąć wagę, która była do zaakceptowania dla nas obu. Na szczęście przez stosunkowo krótki okres mojej diety nie zrezygnowałam całkowicie z jedzenia i nie zdążyłam doprowadzić się do aż tak skrajnego wyniszczenia. Teraz jest w miarę normalnie, chociaż skłamałabym mówiąc, że tak jak przedtem. Zaburzenie odżywiania to nie jest coś, czego można się pozbyć raz a dobrze. Gdzieś w środku wciąż czai się we mnie lęk przed przytyciem. Ale już nie chudnę i znów potrafię czerpać przyjemność z jedzenia.

Rozmawiała Katarzyna Molenda